



















W każdym razie większy Huragan miałem w głowie tak że w piątek podwiozła mnie do domu polcja która tu wyjątkowo szybko reaguje na wszelkie Huragany. (he he)











W Kolonii przywitał mnie sztorm. Z powodu Niemieckiej Mafii Złodziei Źle Zaparkowanych Aut musiałem zatrzymać się 4km od centrum. Dalszą trasę przeszedłem pieszo wśród latających w powietrzu śmietników i turlających się tu i ówdzie bezdomnych.





Dużo dała mi ta wycieczka. Odkryłem dzięki niej, co tak naprawdę mogę robić moim aparatem.
Mogę go sobie powiesić na pasku u szyi..
Mogę trzymając za ten pasek wymachiwać nim, co ułatwia przedzieranie się przez wrogi teren.
Mogę postawić go na jakimś meblu w celach dekoracyjnych.
Mogę rzucić nim na dość przyzwoitą odległość.
Mogę udawać, że jest to mini odbiornik telewizyjny.
Mogę udawać, że robi zdjęcia. (Z tej funkcji korzystam najczęściej)

To jednak jakaś obsesyja mała te ręce. Z niewiadomych powodów lubię temat rąk. A może chodzi o onanizm (sam nie wiem) Mam nadzieje że nie jestem sam. eh ehehe.









Już pisałem u swoich znajomych że sylwester po za krajem śmierdzi tandetą. Nastawiłem się na jakieś mega petardy, tymczasem o godzinie zero najbardziej słychać było strzały z okolic polskiego Liessingplatz. Nim się pozbierałem po noworocznych toastach miasto umilkło.
Dlatego wolę wrzucić parę fotek z samej sylwesterbiby. To pan Mietek, ojciec mojego kolegi Dara który niestety w polsce leczy sie szósty miesiąc z tzw Duesseldorfmanii.
To Marzena- nie jest szczęśliwa że ładuję te fotki. Ma kobiece podejście do piękna a ja ładuje fotki które według niej wypaczają to pojęcie.


